czwartek, 9 lipca 2020

Od Akiry c.d. Kazuhiko - Event

Czas wokół mnie spowolnił. Wybuch sprawił, że uderzyłem głową w pobliski dom przez co nie rozumiałem co się dzieje przez kilka dobrych chwil. Akamaru podniósł mnie z ziemi jednym mocnym pociągnięciem by pokazać mi w jakiej sytuacji znajduje się mój towarzysz walki. Deidara powoli szedł w jego kierunku, formując w dłoni kolejne stworzonko, które zapewne miało przynieść śmierć jego przeciwnikowi. Zrobiłem krok w jego stronę, jednak nogi odmówiły mi posłuszeństwa i upadłem na kolana, dłońmi opierając się o ziemię.
Musisz wstać.
Ale nie mogłem, czułem, że nie mam siły, a ciągłe atakowanie wroga zabrało mi chakrę do końca. Czy właśnie tak miał wyglądać nasz koniec?
Wstań.
Spróbowałem jednak na marne. Nogi zaczęły się trząść z ponownego wysiłku. Gdy już miałem się poddać i zamknąć oczy by nie widzieć śmierci przyjaciela poczułem jak całe moje ciało zaczyna się regenerować, a chakra znów wraca do mojego ciała. Zacząłem brać głębsze wdechy, uzmysławiając sobie, że to zasługa Hainu. Nie wiedziałem co powiedzieć dlatego poddałem się temu uczuciu, nie ruszając się z miejsca, czekałem na rozwinięcie się sytuacji. Nie chciałem zostawić Kazu samego, czułem, że właśnie ta myśl tak bardzo poruszyła moje ciało, że demon postanowił mi pomóc. Jednak bałem się ceny zapłaty za jego moc. 
Nie przejmuj się tym teraz. Idź, i pokaż im dlaczego nie powinni zadzierać z Konohą.
Warknąłem na jego słowa, wpatrując się w blondyna- nie spodziewał się mojego ataku, był za bardzo zajęty mówieniem o swojej sztuce. Akamaru wskoczył na moje plecy, rozumiejąc od razu co chciałem zrobić. Oceniłem wielkość placu wokół nas, analizując by nie stworzyć jeszcze większych strat. Jednak chyba nie miałem wyboru, a informacja, że w najbliższym otoczeniu nie było cywilów, pomogła mi szybko dokonać decyzji.
Jinjū Konbi Henge: Sōtōrō
Nasze ciała zaczęły się powiększać, łącząc w jedną całość. Czułem jak mój umysł łączy się z Akamaru a nasz instynkt staje się wspólny. Musiałem przyznać, że był to drugi raz kiedy użyłem tej techniki, lecz nadal nie mogłem nadziwić się jakie to cudowne uczucie. Wzrok wyostrzył się, do moich nozdrzy zaczęło nacierać wiele zapachów, których wcześniej nie czułem - krew przeciwników i moich towarzyszy, pył, swąd dymu. Stanąłem nad Akirą jednym susłem, zmuszając przeciwnika do wycofania się. Guy znikną mi z oczu, chciał jak najdalej wybawić drugiego napastnika. Nachyliłem głowę na tyle by znalazła się dosłownie centymetry nad twarzą Kazuhiko i chwyciłem go za ubranie, uważając by nie uszkodzić jego ciała. Posadziłem go na swoim grzbiecie, postanawiając, że będę jego tarczą co do ataków, w końcu wolałem bym to ja obrywał. Poczułem jak przez moje ciało przelewa się chakra, tylko po to by zasilić wyczerpane zapasy przyjaciela.
- Atakuj i nie przejmuj się mną, zrób wszystko co możesz - mruknąłem, wyszczerzając z Akamaru kły. Obydwie głowy skierowały się w stronę przeciwnika, a Kazu znalazł się na mojej głowie. - Tylko pamiętaj, nie umiem zbyt długo korzystać z tej formy. Musimy go osłabić do momentu aż nikt nie przyjdzie. 
Chłopak kiwnął głową na znak zgody i przyjął bojową postawę. Rozszerzyłem łapy by mieć lepszą przyczepność do podłożą i ruszyłem.

Kazuhiko?

środa, 1 lipca 2020

Od Saeko do Taogetsu - Event

Nie było czasu na nic, kiedy wrogowie zaatakowali z zaskoczenia. Moi rodzice jako wykwalifikowani medycy udali się w bardziej bezpieczne miejsce by stamtąd móc pomóc wiosce. Ja natomiast jako przykładny shinobi ruszyłam na pomoc rannym. Dzwoniło mi w uszach, a swoje bicie serca słyszałam sto razy głośniej niż zazwyczaj. Adrenalina dawała się we znaki i ciężko było opanować swoje emocje. Ludzkie krzyki i zawodzenie wcale niczego również nie ułatwiały. Krew, ogień i ruiny porozwalanych domów. Dołączając do swojej drużyny postanowiłam użyć techniki Kage Bunshin no Jutsu dla usprawnienia misji ratunkowej, samej będąc blisko swoich towarzyszy. Nie mam zamiaru zginąć, a w samotnej potyczce nie miałam wcale szans patrząc na zniszczenia jakie zdążyli dokonać. Coś obok mnie wybuchło. Szybko odwróciłam głowę zamykając oczy. Próbowałam cokolwiek wymyślić. W tym właśnie momencie moje zapędy przywódcze zaczynały się uaktywniać stawiając siebie ponad swoich towarzyszy a nawet samą Kurenai. Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam tylko mignięcie jakiejś broni, a potem lód Sory powstrzymujący stal przed uderzeniem. Gdy tylko pył i kurz opadł na ziemię, naszym oczom ukazał się jeden mężczyzna w czarnym płaszczu z czerwonymi chmurami. “Gdzieś musiał znajdować się drugi z nich, ale przez to zamieszanie nie potrafię go dostrzec”, stwierdziłam w myślach gorączkowo rozglądając się dookoła siebie. Musiał znajdować się gdzieś indziej, ponieważ kolejny wybuch rozległ się dalej od nas. Błyskawicznie wpadłam na pewien pomysł. 
-Taogetsu, walcz z nim! - mówię pospiesznie, stanowczo patrząc na niego surowym spojrzeniem. -Sora będzie twoją tarczą, już! -dodaję tym razem również do swojego drugiego towarzysza 
-A co z tobą? - odezwał się Sora ale ja jedynie zgromiłam go wzrokiem. 
-Wykonać! - naciskam sama zaczynając odpieczętowywać swoją broń. 
-Mam rozumieć, że to dar dla Jashin-samy? Świetnie! Im więcej tym lepiej! - zaśmiał się białowłosy szarpnięciem ręki wyrywając kosę z lodowych objęć. 
-Fanatycy będą używać taijutsu - zwracam się ostatni raz do Taogetsu, który migiem ruszył na Akatsuki. 
Nie sądziłam, że mnie posłucha. Mocniej zaciskając dłoń na rękojeści zerkam na Kurenai z poważnym wyrazem ale w oczach mogła dostrzec nieme przeprosiny z mojej strony. Stanęłam obok Sory, który tylko spojrzał na mnie pytająco. Bez słowa uniosłam miecz przed klatkę piersiową. Wydawało mi się jakby wszystko ucichło, ale ja nawet nie potrafiłam usłyszeć charakterystycznego szczęku zetkniętych ze sobą ostrzy. Trójząb nastolatka okazał się być strzałem w dziesiątkę. Przez nietypowość używanych przez nich oboje broni, o wiele częściej się blokowali. Sora próbował wspomagać z dystansu swojego kolegę, a ja po prostu stałam jak taki kołek i obserwowałam. Gromadziłam informację, patrząc się na wszystko co poruszało się w moim otoczeniu. Moje jasne oczy zatrzymały się na rosłym mężczyźnie przyodzianym w ten sam płaszcz co białowłosy. Rozchyliłam usta na moment widząc jego oblicze. Wydawał się o wiele groźniejszy od swojego partnera. Nie wróżyło to niczego dobrego. Stanęłam twarzą naprzeciwko niego, ale ten długo mi się nie przyglądał. Zerknął tylko na walczących. 
-Hidan, czy ja naprawdę muszę robić wszystko za ciebie? - odezwał się do niego ciemnoskóry. Teraz również dostrzegłam jego nietypowe oczy. “Ma jakąś niecodzienną technikę”, stoję nerwowo zerkając na dwójkę swoich towarzyszy. 
-Zamknij się, Kakuzu! Rozwalaj tę wioskę, a ja wezmę się za te dzieciaki. A jak skończysz to złożę ich w ofierze mojemu Panu! - zaśmiał się uderzając w trójząb Taogetsu. 
-Nie wydaje mi się, byśmy mieli umrzeć dla Jascośtam - wykrzyknął pewny siebie Hozuki. Odepchnął kosę Hidana jednocześnie go raniąc. Jashinista odskoczył do tyłu dotykając rany i z zawiścią wymierzył kosą w stronę dumnego chłopaka. 
-Nie daruję ci tego! Zginiesz marnie! -poruszył się nerwowo w tym miejscu pozwalając by krew spływała na ziemię. Kiedy wreszcie się uspokoił zaczął nacierać zdecydowanie mocniej i agresywniej. Sora na szczęście błyskawicznie reagował tworząc lodowe bariery. Uniosłam podbródek zerkając na Kakuzu. Nie zamierzałam go atakować jako pierwsza. Członek Akatsuki uraczył mnie w końcu swoim spojrzeniem marszcząc niebezpiecznie przy tym brew. Kurenai stanęło tuż obok mnie, karcąco na mnie zerkając.  Wiedziałam, że nie postąpiłam właściwie wydając polecenia swoim kompanom ale wiem co robię. 
-Co o tym wszystkim myślisz? -odezwała się bacznie obserwując Kakuzu. Gdzieś w tle słychać było kolejne wybuchy.
-Białowłosy świrus do tej pory nie użył ani jednego ninjutsu i nie wiem czego on tak naprawdę używa. Jego kosa jest nieporęczna do zwykłego zabijania, a ten drugi… nie podoba mi się również - przymrużyłam lekko oczy obserwując walkę Taogetsu z Hidanem. 
-Jest ich dwóch i skoro oboje byli w stanie dokonać niewyobrażalnych zniszczeń. A co do twojego zachowania, porozmawiamy później -dodała już ostrzej niż dotychczas.
Udałam, że niekoniecznie przejmuje się rozmową, która na mnie czekała po zakończeniu inwazji. Zerknęłam na nią przelotnie i nerwowo się poruszyłam błyskawicznie wracając do moich kompanów. Kontynuowałam obserwację walki Taogetsu z Hidanem zaczynając pojmować mechanizm w jakim działał srebrnowłosy - a raczej jego braku. Walczył chaotycznie, za wszelką cenę próbując zbliżyć swoje ostrza do skóry mojego członka drużyny. Nie celował w punkty newralgiczne więc liczyłam na szczęście Hozukiego i nie da się zranić. Martwiłam się natomiast o stan ich chakry, na ile wystarczą zasoby Sory nim będę musiała sama ich wspomóc. Również nie dawał mi spokoju Kakuzu, rosły mężczyzna, który po prostu stał i się przyglądał. Nie mogłam jednak zwrócić na niego całej swojej uwagi, ponieważ sytuacja z Hidanem zaczynała się pogarszać. Obracając między moimi palcami rękojeść miecza wpadłam stając na potrójnej kosie wbijając jej najdłuższe ostrze w ziemię. Tym samym korzystając z okazji z półobrotu kopnęłam Taogetsu odpychając kawałek dalej. 
-Chcesz być pierwsza? Nie ma sprawy, kobiety mają pierwszeństwo - pewny siebie uśmieszek jeszcze się poszerzył, a ostrym szarpnięciem wyciągnął kosę z nadzieją, że stracę równowagę. Ja jednak przeturlałam się i choć nieporadnie, to zachowałam swoją równowagę mocno trzymając miecz aby go nie zgubić. Hidan wydał z siebie dziwny okrzyk zadowolenia szarżując na moją osobę. Przygotowałam się do użycia techniki Suiton: Mizukagami no Jutsu. Wstawając przede mną powstała okrągła tafla wody, w której odbijała się postać z Akatsuki. Zdecydowanym ruchem położyłam wodne lustro, a z jej powierzchni wyszedł klon srebrnowłosego wykonujący te same ruchy. Tuż przed zderzeniem się ze sobą shinobi spojrzałam na Taogetsu.
-Atakuj go teraz! -wydaję kolejne polecenie, które po chwili ochoczo wykonuje Hozuki. 
-Tylko więcej nie rób mi takich niespodzianek- odpowiada jeszcze, a ja tylko kiwam głową. Zastanawiałam się, czy jego determinacja wynikała z mojego zaangażowania czy faktu, że pozwoliłam mu się zająć dalej walką. Wzrokiem odszukałam Sorę, który z bezpiecznej odległości był gotowy pomóc osłaniając nas przed atakami. 
-Odpocznij, ja się zajmę teraz resztą - mówię stanowczo i już chciałam dołączyć do Hozukiego. 
-Widzę, że wczułaś się w moją rolę -uszczypliwy głos Kurenai lekko zbił mnie z tropu. -Ten drugi, wyczuwam jego chakrę w jeszcze dwóch innych miejscach w Wiosce i wciąż się przemieszczają. Wątpię, że to jest technika Kage no Bunshin, trochę różni się od niej -dodała, a ja poruszyłam się nerwowo szukając wzrokiem drugiego członka Akatsuki.
-Sensor? Więc wiesz? -za nami dało się słyszeć męski głos. 
Odwróciłyśmy głowy lekko zaskoczone tym, kiedy zdążył się przemieścić. Mistrzyni wysunęła się lekko do przodu stawiając siebie na pierwszej linii ataku. Choć sama okazała większe zdziwienie już po chwili miała hardy wyraz twarzy. Zadarłam głowę do góry przyglądając się z bliska naszemu wrogowi. Ciemna karnacja, dziwny kolor oczu i zakrywanie praktycznie całego ciała robiło na mnie dość imponujące wrażenie. Widocznie moje spojrzenie go irytowało, ponieważ zmarszczył niebezpiecznie brwi lustrując mnie od góry do dołu. Uniosłam brwi do góry gotowa do użycia swojego miecza. 
-Jesteś mózgiem tej grupy? Twoja technika była całkiem imponująca -zwrócił się w moją stronę. Byłam lekko skonsternowana. Kiwnęłam nieznacznie głową dziękując za komplement. 
-Ten idiota Hidan, nie okazuje respektu wobec żadnego swojego przeciwnika. Dlatego teraz przegrywa ten ‘pojedynek’ ze szczeniakiem -mruknął jakby sam do siebie. 
-Inna sprawa wygląda z tobą. Szanujesz swojego przeciwnika i nie dajesz się zaskoczyć -odparłam zaczynając wdrążać kolejny ryzykowny pomysł, który będę na bieżąco układała. Tak, tym razem improwizowałam używając wiedzy teoretycznej oraz tego co zdążyłam już zauważyć. 
-Jeśli nie chcesz stracić głowy -uciął szybko wyczuwając moje zamiary. 
Nagle usłyszałam krzyk Taogetsu, więc zaalarmowana odwróciłam głowę. Rozchyliłam delikatnie usta widząc chłopaka, który leżał na ziemi trzymając się za ramię. Nad nim stał srebrnowłosy, który oglądał zakrwawione ostrze. Po prostu stał, nie chciał zadać mu ostatecznego ciosu. Natomiast roześmiał się obsesyjnie sprawiając, że przeszły mnie ciarki. Odwrócił się idąc w swoją stronę. 
-Dokąd to? Nie dobijesz mnie? -odezwał się shinobi zatrzymając mężczyznę w pół kroku. 
-Wszystko będzie zaraz gotowe -odparł jedynie. 
-Co masz na myśli?- Hozukiemu odpowiedział szeroki uśmiech i parsknięcie, dalej idąc w jakieś miejsce. 
-Nie pozwolę ci dalej przejść! - wyrywa mi się, automatycznie ruszając na członka Akatsuki.
Kakuzu chciał mnie zatrzymać ale mistrzyni szybko stanęła między nami unieruchamiając shinobi. Był niezadowolony ale nie dbałam o to. Doskoczyłam do Hidana, który szczęśliwy moją błyskawiczną reakcją również nie był.
-Przecież go teraz nie zabiłem, jaki masz problem dziewucho? - stęka zasłaniając się kosą. 
-Nie jestem naiwna, cokolwiek planujesz, ja twoje plany pokrzyżuje - mówię śmiało. 
-Nie przeszkadzaj mi- odwarknął w odpowiedzi.
Zignorowałam to sama zaczynając nacierając na srebrnowłosego. Zgrabnie parowałam ataki ale nie na długo czując jak mężczyzna znacznie góruje nade mną siłą. Rzuciłam w niego mieczem i robiąc pieczęcie wykorzystałam technikę Suiton: Mizu Shuriken. Wodne shurikeny cisnęły na mężczyznę raniąc go lecz ten zdawał się tym nie przejmować. Migiem pobiegłam po miecz kątem oka obserwując poczynania Hidana, który stanął w miejscu i resztki krwi Hozukiego zlizał z ostrza. Zamachnęłam się, a ciało przeciwnika stało się całe czarne z białymi elementami. Wstrzymałam oddech, zatrzymując ostrze mojego miecz tuż przy szyi shinobi. 
-Jest bardziej inteligentna niż sądziłem - w oddali usłyszałam pomruk aprobaty. 
Znieruchomiałam oddychając ciężko. Mój najmniejszy ruch może okazać się dla nas zdradziecki. Zacisnęłam usta w cienką linię próbując nie ulec aurze srebrnowłosego. Jego aktualna pewność siebie nadmiernie przytłaczała. Zbliżył się przytykając do swojej szyi miecz. Zblizał się lubieżnie, a w oczach było widoczne pragnienie.
-A może przejdziesz na Jashinizm? Przydałyby się takie kobiety. Tylko ty i Jashin- psychopatyczny uśmiech rozjaśnił jego twarz. Mężczyzna byłby nawet przystojny gdyby nie jego fanatyzm. 
-Przydałoby się, żebyś mi coś więcej powiedział o wielebnym Jashinie - próbuję zabrać ostrze ale shinobi łapie ostrze w swoją dłoń. Za sobą słyszę krzyk Taogetsu i odwracam głowę chłodno oceniając co się stało. Chłopak trzymał się za dłoń jakby to on się zranił. Hidan szarpnął ostrzem przytykając do swojej klatki piersiowej i znów Hozuki stęknął patrząc na nas zaszokowany. Ponownie przeniosłam swój wzrok na srebrnowłosego, który był z siebie zadowolony. Szybko zerknęłam na ziemię dostrzegając ten sam znak co nosi na swoim szyi. Wyglądało na to, jakbyśmy byli w kropce. 
-Rozumiem, że to wszystko co teraz się dowiem? - przestąpiłam z nogi na nogę. 
-Musiałabyś to poczuć ale masz okazję wziąć w tym udział -w jego zaniżonym głosie wyczuwalne było podniecenie.  
-To… takie ekscytujące - poruszyłam palcami na rękojeści poprawiając uchwyt, a na twarz przywołałam uśmiech.
-Hidan…-jego partner nie zdążył nic więcej powiedzieć, gdyż Jashinista nie chciał go słuchać.
-Zamknij się Kakuzu, nie widzisz, że właśnie znalazłem kogoś kto mnie rozumie?! W dodatku to kobieta! - krzyknął oburzony. Sama się zdziwiłam, że połknął haczyk. “To faktycznie idiota”, przemknęło mi przez myśl.
-Zaraz stracisz głowę -burknął niezadowolony. 
-Marudzisz - prychnął wracając do mnie.- Ten staruch potrafi popsuć całą zabawę - westchnął zmieniając co do mnie nastawienie. Stał się bardziej… łagodny? 
-Staruch?- zdezorientowania nie musiałam udawać.
-No na młodego nie wygląda. Żyje dłużej niż ci się zdaje i jest okropnym zrzędą.
-Hidan…-niebezpieczny głos Kakuzu zmroził mi krew w żyłach, ale nie zrobił większego wrażenia na Jashiniście.
-No nie zaprzeczysz przecież faktom… A! - wydał z siebie krótki wrzask.
Coś poleciało w stronę Hidana, a ja udając przejęcie odepchnęłam go, oboje znajdując się na ziemi. Swój miecz rzuciłam gdzieś dalej pozostając bez broni przy sobie. Mężczyzna zamrugał parę razy zdziwiony. 
-To nie będzie żadna przyjemność jeśli ktoś nam będzie przeszkadzać -mruknęłam trochę zażenowana czując na sobie palące spojrzenie innych. Nie słuchałam czy ktoś do mnie krzyczał, czy też nie. 
-Szybko się uczysz -zepchnął mnie z siebie, próbując wstać. 
Korzystając ze swojej atutowej umiejętności łańcuchów, wystrzeliłam je z nadgarstków oplatając ciało Hidana. Szarpnięciem wyciągnęłam go z dziwnego kręgu. 
-Nie wiem dokładnie, na czym to wszystko polega ale nadmierna pewność siebie podczas stania w tym symbolu wzbudziło we mnie zbyt wielką podejrzliwość. Zraniłeś się w rękę i w tym samym czasie Tao zaczęła boleć ta sama dłoń. Nie chciałeś go pokonać bezpośrednio, a pośrednio łącząc się z Hozukim. Zapewne po to go zraniłeś. Nakłaniając mnie na Jashinizm chciałeś, żebym to ja go zabiła wymierzając cios w twoją klatkę piersiową. Dodatkowo podczas gdy nie podcięłam twojego gardła, komentarz twojego kompana również dał mi wiele do myślenia. Jestem bardziej inteligentna niż wam się zdawało -mocniej zacisnęłam łańcuchy z chakry zastanawiając się jak długo wytrzymam. 
Rozgryzłam dopiero część całej łamigłówki. To nawet nie jest połowa, a jeszcze ktoś musi pozbyć się tego osobnika. Zdziwiło mnie też brak jakiejkolwiek reakcji od Kakuzu, który jak stał, tak nie ruszył się ze swojego miejsca.

Taogetsu?

niedziela, 10 maja 2020

Od Sory do Saeko - Event

Zacisnąłem pięści, wsłuchując się w tłumaczenia wyższych rangą kunoichi, a usta niemal samoistnie zacisnęły się w pojedynczą, pełną goryczy kreskę. Stworzony przez dotychczas podekscytowanego Taogetsu nastrój rozpłynął się w powietrzu, ustępując miejsca osobliwemu typowi rozpaczy, zmieszanej ze świadomością własnej bezsilności w obliczu Akatsuki. Jednak czy ktokolwiek z nich miał stuprocentową pewność, że tym, co obrało wioskę za swój cel, byli przyodziani w czarne płaszcze shinobi?  
- Naszym zadaniem jest ich wytropić. Już szukają ich inne drużyny, ale im szybciej znajdziemy Akatsuki, tym mniejsze ryzyko, by zniszczyli naszą Wioskę. Musimy chronić mieszkańców, którzy już teraz żyją w strachu. - Nawet Tsunade zdawała się przytłoczona całą sytuacją.
Nastrój obecnej Hokage udzielił się, w mniejszym lub większym stopniu, wszystkim przebywającym w pomieszczeniu shinobi. I choć Kurenai z całych sił starała się podbudować nasze nadzieje i pewność siebie przed jutrzejszym, niewątpliwie diabelnie wymagającym starciem, w jej głosie dało się wyczuć prawdziwe, skryte w głębi serca emocje. Słowa padały w eter, nie spotykając się z żadnym oporem - szczegóły spotkania, miejsce zbiórki i wstępne nakazy, które mają zadecydować o naszym bezpieczeństwie, szybko wypełniły nam głowy. 
Gdy finalnie opuściłem budynek administracyjny, czułem się zagubiony, jakby wyjęty z tego świata. Pewna część mnie obawiała się, że brak wprawy w walkach fizycznych i opieranie się w dużej mierze na logice oraz obszernej wiedzy może nie wystarczyć, by poradzić sobie z Akatsuki. Mimo wszystko wiedziałem, że nie mieliśmy wystarczająco czasu, a tym bardziej warunków, bym mógł rozpocząć wyczerpujące treningi bliskodystansowych ataków - z grymasem wymalowanym na twarzy skierowałem się więc ku miejskiej bibliotece, jakby w nadziei, że w opasłych tomiskach odnajdę złoty środek, dzięki któremu jutro będzie pewniejsze.
***
Huk przykuł uwagę nas wszystkich, skutkując nieprzyjemnym dzwonieniem w uszach, którego piskliwe tony rozbrzmiewały w mej głowie jeszcze przez chwilę, gdy z impetem skierowaliśmy się w stronę opuszczonej niedawno wioski. Adrenalina buzowała w mych żyłach, a nogi poruszały się niemal samoistnie, jakby całkowicie tracąc kontakt z ośrodkowym układem nerwowym - sytuacja, w której się znaleźliśmy, sprawiła jednak, że póki wciąż funkcjonowały, nie zamierzałem jakkolwiek ingerować. Efekt pogłębił się jeszcze bardziej, gdy przekroczyliśmy bramę wioski, a raczej to, co z niej zostało. Wszechobecny chaos okazywał się aż nadto przytłaczający - spirale ognia chłonęły pobliskie budynki, których szkielety z trzaskiem osuwały się na naznaczone krwią chodniki. 
- Pomóżcie cywilom! - Głos Kurenai ledwo przebił się przez agonalną pieśń wrzasków i rozpaczy.
Nie zwlekaliśmy więc ani chwili dłużej, z impetem dopadając do znajdujących się w pobliżu rannych. I choć posoka lała się z nich strumieniami, a skrzywione z bólu twarze wykrzykiwały obelgi w stronę nienazwanych agresorów, robiliśmy, co w naszej mocy, by choć trochę ulżyć im w cierpieniu. Oglądając rany, kątem oka przypatrywałem się również dwójce towarzyszy - absurdalnym zdawał się dla mnie fakt, że nawet w obliczu tragedii Taogetsu potrafił wykrzesać z siebie choć odrobinę energii, którą z całych sił starał się przelać na opatrywanych cywilów. Szczerze zazdrościłem mu tej cechy charakteru. Saeko natomiast, co wyraźnie kontrastowało z pracującym nieopodal chłopakiem, spoglądała na rannych w ten sam, pełen stoickiego spokoju sposób. Na nią również patrzyłem z podziwem - oboje byli wszystkim tym, do czego tak desperacko dążyłem.
Pozorną chwilę wytchnienia szybko przerwał kolejny huk, tym razem jeszcze głośniejszy i z całą pewnością bliższy naszemu obecnemu położeniu. W jednej chwili nasze spojrzenia się spotkały, a narastające hałasy o niezidentyfikowanym źródle sprawiły, że pospieszyliśmy opatrywanych cywilów, asekurując tych, których stan nie pozwalał im poruszać się samodzielnie i czym prędzej ruszyliśmy w stronę, w którą mijający nas wcześniej shinobi udawali się z resztą rannych. I choć w normalnych warunkach już dawno opuścilibyśmy niewątpliwie niebezpieczny obszar, roztrzęsieni cywile okazali się ogromnym utrudnieniem - wrzaski o nadchodzącej śmierci, płacz i celowe zwijanie się z rozpaczy sprawiły, że już chwilę później przed oczami zamigotały tak zażarcie unikane czarne płaszcze. Dwie postacie emanowały wręcz mordem, a świat zdawał się nagle milczeć, jak gdyby przerażony samą ich obecnością. Zacisnąłem pięści, przerzucając wzrok pomiędzy potencjalnymi przeciwnikami a skamieniałymi ze strachu rannymi - czy naprawdę w obecnej sytuacji możemy pozwolić sobie na walkę? To szaleństwo i pewne samobójstwo. 
Sytuacja, ku naszemu nieszczęściu, rozwiązała się jednak sama, gdy jeden ze stojących nam naprzeciw mężczyzn z zawrotną prędkością ruszył w naszą stronę. Świst powietrza, tępe uderzenie metalu o pękającą powoli powierzchnię - ostrze zatrzymało się w połowie, nie dosięgając żadnego ze skrytych w lodzie shinobi. Gdybym zareagował choć chwilę później, mogliśmy skończyć tragicznie. Odetchnąłem głęboko, wyrzucając negatywne przemyślenia z głowy. Nie mogłem dać się rozproszyć. Zapowiadało się, że nie mieliśmy innego wyjścia, niż desperacka walka o przetrwanie aż do chwili, gdy wesprą nas silniejsi, bardziej doświadczeni ninja. 

[Saeko? i hope it's okay ;;; ]

sobota, 9 maja 2020

Od Kazuhiko cd. Akiry - Event

Przeturlałem się po ziemi, całkowicie zabrudzając białe szaty. Ledwo uniknąłem ciosu. Szybko przeczesałem zmierzwione włosy i kontynuowałem natarcie. Guy towarzyszył mi, zwinnymi cisami zmuszając przeciwnika do wycofywania się.
- Kazuhiko, pomóż Akirze! - Słysząc polecenie, pobiegłem we wskazanym kierunku. Z zaskoczenia zaatakowałem członka Akatsuki. Blondyn odskoczył do tyłu, choć udało mi się zranić w policzek kunaiem. Widząc mnie, splunął na ziemię. 
Pomogłem wstać powalonemu na ulicę Akirze. Mój towarzysz wpatrywał się morderczym wzrokiem we wroga. To nie zapowiadało nic dobrego. Na wspomnienie tego, jak niedawno wpadł w furię, poczułem dreszcze. Nie mogłem pozwolić, żeby to się powtórzyło. Widząc jednak, jak Akira wysuwa znajome mi kły i pazury, zdałem sobie sprawę, iż jest już za późno. Chłopak sekundę później skoczył w stronę przeciwnika. Syknąłem zdenerwowany. Ruszyłem za nim.
Akira natychmiastowo zbił z nóg wroga. Członek Akatuski ledwo zrobił unik przed ostatnim atakiem. Postanowiłem asystować nacierającemu geninowi. Kolejny raz postanowiłem położyć nadzieję w swoim żywiole. Sprawnie odcinałem drogę przeciwnikowi, umożliwiając Akirze atak. Sam również starałem się podcinać wrogowi nogi. Ten jednak nie poddawał się łatwo. Różnica naszych umiejętności była ogromna. Chociaż teraz rolę się odwróciły - Akira, wyraźnie nakręcony na walkę zmuszał przeciwnika do ciągłego odwrotu. Postanowiłem wykorzystać więc okazję.
Członek Akatuski stawiał wszystko na swoją umiejętność eksplozji. Zapas mojej chakry powoli się kończył. Miałem jednak plan. Ryzykowny, ale jedyny, jaki pozostał mi w tym momencie.
- Akira - zawołałem towarzysza. Ten dołączył do mnie. Wyglądał na wyczerpanego, ale niezwykle zdeterminowanego. - Posłuchaj. Spróbujmy go na chwilę unieruchomić.
Chłopak kiwnął głową i skoczył w stronę przeciwnika. Szybkie uderzenie, unik i kolejny atak. Zobaczyłem swoją szansę, w momencie potknięcia się wroga. Wyminąłem Akirę i uderzyłem pięścią o ziemię. Kamienna klatka wzbiła się w górę, zamykając w środku członka Akatuski. Grube ściany otoczyły wroga. Przywarłem rękoma do kamienia. Czułem ciągłe eksplozje. Musiałem więc co chwilę dobudowywać więzienie. Kreowanie nowych warstw wymagało nakładu energii i chakry.
- Pomóż Guy'owi - poleciłem Akirze. - Ja go zatrzymam.
Chłopak spojrzał na mnie niepewnie. W jego wzroku dostrzegłem zaskoczenie.
- Nie mogę cię tutaj zostawić...
Zmusiłem się do uśmiechu. Nie mogłem pozwolić, aby mojemu towarzyszowi cokolwiek się stało. Wytrzymam. Dla niego.
- Zaraz przybędzie pomoc, a doskonale wiesz, że nasz nauczyciel to idiota. Ktoś musi mu pomóc - nalegałem. W tym samym czasie musiałem kolejny raz odbudować ochronę. - Wszystko w porządku.
Akita nie wydawał się być przekonany. Kiwnął jednak głową i już się wycofywał, kiedy klatka nie wytrzymała. Blondyn uwolnił się, obrzucając mnie wściekłym spojrzeniem.
- Ty mały...!
Wybuch spowodował upadek. Ledwo podniosłem się z ziemi. Byłem wyczerpany. Nie dam rady kolejny raz utworzyć podobnej klatki. Moja moc jest na wyczerpaniu. Otarłem kapiącą z kącika moich ust krew. Cholera, cholera, cholera.
Czułem, jak opadam z sił. Akatuski to zbyt silny przeciwnik. Ten jeden raz potrafiłem pogodzić się z porażką. Czy ten dzień mógłby być gorszy?
Akira?

czwartek, 16 kwietnia 2020

Od Akiry cd Kazuhiko - Event

Czułem się coraz bardziej bezradny. Każdy mój cios był odpierany, jakby umiał wyczytać ruchy z mowy mojego ciała. Jego włosy śmigały w każdą stronę, denerwując i zasłaniając obraz. Miałem ochotę wyrwać mu te kudły. Myślałem tylko o tym by ich opóźnić. Być może damy wtedy czas innym by zdołali się przegrupować i wymyślić jakiś dobry plan. Kazuhiko wyglądał jak prawdziwy wojownik. Obserwował, wyciągał wnioski i atakował. Patrząc na niego zapierało mi dech w piersi i czułem, że jestem z niego dumny. Nie wiedziałem dlaczego, ale wtedy poczułem, że mając go w drużynie jestem bezpieczny i mam w końcu osobę, której mogę zaufać. Fuyuko także była silna, lecz nie spędzaliśmy z nią tyle czasu by bardziej się zintegrować. 
Złocistowłosy z daleka spojrzał w moją stronę, wycierając twarz z potu. Być może był lepszym ninja, lecz szybkością i zażartością mu nie odstępowałem. Pewnie nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Spojrzał także na mojego towarzysza.
- Coś za bardzo mu się przyglądasz, kochasiu - mruknął na tyle cicho, że tylko ja go usłyszałem. Moje ręce samoistnie zacisnęły się w pięści i czułem tą mroczną energię próbującą się ze mnie wydostać. Już miałem odwarknąć coś w jego stronę, gdy o moją rękę otarło się coś miękkiego. Akamaru stanął pewnie na nogach, wpatrując się w przeciwnika. Nasz mistrz także się znalazł. Ulga ogarnęła częściowo moje ciało. Czułem, że nasze szanse wzrosły, bo Akatsuki wyglądało na lekko zdziwionych. Wycofali się by zbadać nowo przybyłą osobę. Wiedzieli, że jest silniejszy od nas. 
- A gdzie Fuyuko? 
- Pomaga przy ewakuacji mieszkańców. Prawdziwe walki na tym etapie poznawczym...Nie wiem czy coś by z tego wyszło, przeszkadzalibyście sobie - Guy nawet na mnie nie spojrzał. Kiwnąłem głową, a już po sekundzie rzucił się do ataku. Kazu ruszył za nim z dziką precyzją atakując przeciwnika, który miał teraz większy problem z przewidzeniem jego ruchów. Podczas gdy lalkarz miał na głowie dwie atakujące go osoby, ja postanowiłem zapewnić rozrywkę jego towarzyszowi. Ruszyłem do ataku, nie pozwalając mu pomóc partnerowi. Syknął gniewnie, gdy moje pazury mignęły mi milimetry przez twarzą, a kosmyk włosów poleciał w powietrze. Poczułem taką dziką satysfakcję, że na krótką chwilę moje emocje złączyły się z tymi od Hainu. Wyszczerzyłem kły w uśmiechu, widząc na twarzy przeciwnika wściekłość. Kopnął mnie, a cios posłał mnie kilka metrów do tyłu. Zaorałem ziemię pazurami by nie uderzyć budynek znajdujący się za mną. Akamaru skoczył na niego, uniemożliwiając dobicie mnie w kilku krokach. \Walczyliśmy razem, wspólnie się chroniliśmy i atakowaliśmy. Podczas walki wyglądaliśmy pewnie jak kudłate coś z zębami i pazurami.
- Mam cię dość - powiedział i ruszył na mnie z całą swoją siłą.
Skok, odepchnięcie, unik, atak, nie trafiłem. Kunai znalazł się w moim ręku jako przedłużenie dłoni. Gdy czułem, że coraz bardziej odpycha mnie w tył, poczułem wewnętrzne szarpnięcie i padłem na ziemię. Sekundę po tym, w miejscu, w którym stałem nastąpił wybuch.
Obserwuj, nie tylko atakuj
Cienie zaczęły wić się na moich dłoniach, lecz o dziwo demon nie próbował przejąć władzy nad moim ciałem. Akatsuki zaatakował ponownie, najwyraźniej widząc, że szala zwycięstwa przechyliła się na jego stronę. Z coraz większego poczucia bezsilności zacząłem się pocić tracić poczucie terenu. Uderzałem w miejsca, które wydawały się nie zabezpieczone, lecz on wciąż je blokował i wykonywał kontrę. Nagle, gdy już myślałem, że stracę głowę, cios w brzuch odrzucił go do tyłu, a Kazuhiko stanął obok mnie. Jego ubranie było w nieładzie, ubranie zniszczone i brudne. Spojrzałem na niego zdziwiony, podczas gdy pomagał mi wstać. Moje nogi zaczęły delikatnie drzeć, ale gdy cień z rąk przeniósł się na nogi, ból minął od razu. Guy znajdował się daleko od nas, wodząc przeciwnika jak najdalej od nas. Czy próbował go odciągnąć byśmy zajęli się jego partnerem i później do niego dołączyli?
Przycupnąłem na czworaka przy ziemi, szczerząc kły. Zaufam Hainu, zrobię wszystko by nie być dla Roszpunki bezużyteczną kulą u nogi. 


<Kazuhiko?>

niedziela, 12 kwietnia 2020

Od Kazuhiko cd. Akiry - Event

Zaraz po tym, kiedy ziemia osunęła się pod moimi nogami od wybuchu, przeturlałem się po zakurzonej ulicy i niemal momentalnie wstałem. Walka zapowiadała się niezwykle energicznie. Nacierające ataki nie pozwalały mi chociaż na chwilę zebrać myśli. Zdenerwowany przygryzłem wargę i użyłem Byakugan'a.
Cienkie, błękitne strużki charky połączone były z wirującymi nad naszymi głowami kukłami. Władający nimi shinobi obserwował bacznie każdy z naszych ruchów. Jego towarzysz zaś grzebał rękoma w zwisającej z jego ramienia torby. Złotowłosy uśmiechał się szeroko, zdając sobie sprawę z łatwego zwycięstwa.
W tamtym też momencie, Akira użył jedną z silniejszych technik klany Inuzuka. Dzięki Shikyaku no Jutsu chłopak przypadł do ziemi. Niemal natychmiastowo przybrał postać bardziej podobną do bestii. Szanse, że przeżyjemy do przybycia pomocy wzrosły. Wierzyłem w swojego kompana i jego siłę.
Wysłany przez Akirę Akamaru, przebiegł obok mnie i po chwili zniknął w zgliszczach. Zrozumiałem intencje swojego przyjaciela - wysłał psa, by odnalazł Guy'a. Zadanie niemal niemożliwe, znając naszego mistrza.
Kolejnym zręcznym unikiem, przeciąłem ledwo dostrzegalne nici. Lalka z trzaskiem rozbiły się o ziemię. Z niemałą satysfakcją spojrzałem na swojego przeciwnika Na jego twarzy nie malowały się jednak żadne uczucia.
- Twój kundel wziął nogi za pas - odparł spokojnie, kierując głowę ku Akirze. Kiedy cudem pojawi się tutaj Guy, wątpię, że nasz wróg będzie dalej tak pewny siebie. Mistrz może i jest głupi, ale siły mu nie brakuje.
Sekundę rozproszenia wykorzystał drugi członek Akatsuki. Otoczyły nas malutkie lewitujące będące jego dziełem pajączki. Dzięki Byakugan'owi dostrzegłem znajdujące się w nich ogniska chakry. Wybuch jednego spowoduje ekspozycję eksplozję kolejnych. Widząc pierwszą iskrę, zrozumiałem, że nie mam czasu do stracenia.
Momentalnie przysunąłem do siebie Akirę. Kolejno, szybkim uderzeniem w znajdującą się pod nami ziemię, wzbiłem w górę kamienne ściany. Naturalna tarcza ochroniła nas przed wybuchami, rozpadając się w czasie ostatniej eksplozji.
Całkowicie pokryci ziemią, ale na szczęście cali, stanęliśmy do dalszej walki. Nim chmura kurzu opadła, Akira bez słowa zaatakował blondyna, zbijając go z nóg. Mój kompan z zaciętością zadawał kolejne ciosy. Chciałem choć trochę podzielać jego wiarę. Dla mnie, byliśmy już straceni na starcie. Nasze szanse właściwie nie istnieją. Westchnąłem ciężko, wpatrując się w swojego przeciwnika. Zginąć za wioskę to największy zaszczyt, prawda?
Lalkarz posiadał wyjątkową budowę linii chakry - po kilku dekunkach wpatrywania się w niego, zdałem sobie sprawę, że nie mam do czynienia  z człowiekiem. Centrum jego mocy stanowił obiekt pośrodku ciała. Serce? Nie wyglądało.
Jedna rzecz była jednak pewna. Zniszczenie głównego ogniska chakry to mój cel. Przystąpiłem do ataku. Najpierw skok z lewej, później dopadłem z lewej. Lalka. Szybki unik i uderzenie. Kilka desek posypało się po ziemi, jednak zmuszony zostałem do wycofania się. Zmniejszenie dystansu będzie niełatwe.
Poleganie wyłącznie na Byakuganie w tym momencie nie wystarczy. Kolejny raz przygryzłem wargę i zerknąłem w stronę walczącego Akiry. Żyje. Po upewnieniu się, powróciłem myślami do problemu zmierzenia się z lalkarzem. Zniszczenie jego lalek nie należy do najprostszych rzeczy. Każda kolejna wydaje się silniejsza.
Postanowiłem więc postawić wszystko na swój żywioł. Zdawałem sobie jednak sprawę, że operowanie podłożem na tak ograniczonej przestrzeni będzie trudne. Nie mogę pozwolić na większe zniszczenia wioski. Uderzyłem tonfą w ulicę, a w miejscu, w którym niedawno stał mój przeciwnik wystrzelił w górę kawał ziemi. Członek Akatsuki odskoczył zaskoczony, a ja powtórzyłem atak jeszcze kilkakrotnie. Każdorazowo bez oczekiwanych skutków. Dystans jedynie się zwiększał, a szalejące nad moimi głowami lalki uniemożliwiały bardziej produktywny atak.
Wtedy też kątem oka dostrzegłem zielony błysk za którym rozbrzmiewało głośne szczekanie. Sekundę później mym oczom zmaterializował się nie kto inny, jak sam Mistrz Guy. Mężczyzna z zadziornym uśmiechem na ustach, poprawiał włosy, obrzucając wyzywającym spojrzeniem przeciwników.
Akira podbiegł do Akamaru i pogłaskał psa. Pojawienie się nauczyciela sprawiało, że nasze marne szanse wzrosły na mniej marne, ale dalej tragiczne. Fakt, Guy to niesamowicie silny i sprawny shinobi, ale w starciu z dwoma wytrenowanymi członkami Akatsuki również jest bezsilny. Oczywiście nie dawał tego po sobie poznać. Zginie z uśmiechem na ustach. Chyba, że pojawi się jakiś dobrze wytrenowany ninja i nam pomoże. Oczywiście, ja i Akira również jesteśmy świetnie zapowiadającymi się wojownikami, ale do poziomu naszych wrogów brakuje nam wielu lat. Chociaż swoją drogą, nasza przyszłość stoi aktualnie pod znakiem zapytania.
 - Gdzie się Mistrz podziewał? - zapytałem, podchodząc do Guy'a. Nigdy nie myślałem, że kiedykolwiek będę się cieszyć na jego widok. Akira dołączył do nas chwilę później.
- Wiosna młodości przybywa zawsze na czas! - odpowiedział wymijająco, gładząc swoją grzywkę Westchnąłem zmarnowany i pokręciłem głową. Jesteśmy straceni.
- Świetnie - odparłem zmarnowany. - Co mamy robić?
Guy na chwilę spoważniał i zmierzył wzrokiem nieniecierpliwionych (i lekko zaskoczonych) przeciwników.
- A co to za dziwadło? - Blondyn wskazał ręką na naszego mistrza. Zielona Bestia zaśmiał się jednak głośno i wyprostował.
- Wybaczcie chłopcy, że was to tego zmuszam - Mistrz zwrócił się do nas. - Ale nie mamy wyjścia. Musimy bronić naszej wioski. Skupcie się i włóżcie w tę walkę całą waszą młodość!
Kończąc wypowiedź, rzucił się na przeciwników. Zapowiada się długi dzień. Chyba, że wszyscy zginiemy przed nadejściem wieczoru.
Akira?

niedziela, 5 kwietnia 2020

Od Akiry cd Kazuhiko - Event

Już z pierwszymi promienieniami słońca czułem, że nadchodzi jeden z niewielu teraz ciepłych dni. Jeszcze przez chwilę leżałem pod kołdrą, napawając się ciepłem kołdry, by po chwili zrzucić ją w części na ziemię i wstać na równe nogi. Akamaru od razu pojawił się przy mojej nodze zapewne nie śpiąc już od dłuższego czasu. Moje myśli powędrowały do mojego parntera, kóry obiecał poczekać na mnie przed siedzibą Hokage.
- Trzeba się ruszyć, Kazu nie lubi czekać - mruknąłem drapiąc go pod brodą. Spojrzałem na mój podręczny plecak z bronią w środku. Dlaczego Hokage kazała teraz codziennie nosić ją ze sobą?

~*~

Wybiegłem z budynku za psem. Najwyraźniej musiało się coś stać, bo nigdy tak nie robił. Poślizgnąłem się kilka razy na schodach biegnąc za nim, ale nawet na chwilę nie zwolniłem kroku. Wybiegliśmy na ulicę, wokół wybuchły już mniejsze i większe potyczki, niszcząc powoli naszą wioskę. Nie umiałem oszacować ilu jest wszystkich przeciwników, ale wskakując na jeden z budynków zobaczyłem, że najwięcej walczących jest przy wjeździe. Akamaru przystanął na chwilę i już wiedziałem dlaczego tak postąpił. Pod gruzami leżała dziewczynka, której matka bezsensownie próbowała ją wyciągnąć, nie zważając na co dzieje się wokół. Cywile przez nagły atak nie dali rady się ukryć.
Zeskoczyłem na ziemię, podbiegając do nich. Sprawdziłem po drodze czy droga jest czysta i stanąłem obok kobiety każąc jej się przesunąć. Na początku nie chciała mnie posłuchać, wylewając łzy i krzycząc o pomoc. Powoli zacząłem usuwać gruz wokół dziewczynki z małą pomocą Akamaru. Uważając by ściana się nie zawaliła, podniosłem ją delikatnie czekając aż mój towarzysz wyciągnie spod niej dziecko. Delikatnie złapał ją za kołnierz i zaczął ciągnąc w naszą stronę. Już po chwili kobieta przytuliła ją mocno do siebie, a ja odprowadziłem je do najbliższego oddziału, który zajmował się ewakuacją. Postanowiłem wrócić do swojej drużyny, pewnie mnie teraz szukają. Pobiegłem w drogę powrotną nagle zauważając znaną mi sylwetkę. Kazu wbiegł w jedną z uliczek, nie zauważając mnie. Już miałem go zawołać, gdy zobaczyłem, że budynek obok niego zaczął się zapadać, wydłużyłem krok w porę, by pociągnąć go w swoją stronę, samemu unikając mniejszych kamieni.

C h o l e r a.
Dwie postacie stojące przed nami nie wyglądały jakby miały pójść dalej, nie przejmując się takimi dwoma młodziakami jak ja i Kazu. Same ich szaty nie wskazywały na nic dobrego - Akatsuki i to już na początku wyjścia. Westchnąłem, nadal trzymając chłopaka za ubranie, czułem się tak bardziej pewny siebie. 
- Skończmy tą robotę szybko - usłyszałem głos jednego z nich. Na początku nie przysłuchiwałem się ich rozmowie, analizując nasze położenie i rozkład siły. I do czego doszedłem? Do naszego kompletnego upadku.
- Słuchaj, musimy ich jakoś zająć dopóki mistrz się nie znajdzie, co znając jego może zając dłuższą chwilę - wyszeptałem tak cicho by tylko Roszpunka mogła mnie usłyszeć. Zobaczyłem delikatne kiwnięcie głowy co oznaczało, że myślał o tym samym. Tylko jak my mamy to zrobić? 
Nagły ruch przerwał moje przemyślenia i jak jeden mąż odskoczyliśmy od siebie. W miejscu gdzie przed chwilą byliśmy znajdowała się dziura. Nawet nie dadzą się zastanowić. Chyba będę musiał się zdać na intuicję partnera i na swój instynkt. Kazu wylądował na dachu pobliskiego budynku, przyglądając się naszym przeciwnikom. Blond kucyk zawirował w powietrzu a w moje nozdrza dostał się dość dziwny zapach. Z wyższej pozycji miałem widok na całą wioskę. W niektórych miejscach w powietrze podnosiła się chmara dymu, słychać było zewsząd odgłosy walki. Akatsuki znalazło sobie chyba jakiś sprzymierzeńców. 
Naszego mistrza nie było nigdzie widać.
Mężczyźni nie atakowali, jedynie przyglądali się naszym poczynaniom tak samo jak my. Miałem dość tej niepewności, a Akamaru jedynie zapiszczał. Za jednym z przybyszy na walkę czekały dwie lalki, lewitując spokojnie w powietrzu.
- Sasori, może byś pomógł? - Kazuhiko spojrzał się na niego, dostrzegłem wokół jego oczu charakterystyczne żyłki. Widziałem, że w jego głowie toczyła się masa myśli jak najlepiej to wszystko rozegrać. A ja oczywiście stałem i nie wiedziałem co robić.
Zabij ich, przecież to proste.
Przymknąłem zirytowany oczy. Naprawdę?
Nie odpowiedziałem mu, widząc, że niejaki Sasori szykuje się do ataku. Jego lalki poszybowały w naszą stronę, niszcząc wszystko co napotkały. Po chwili wokół nas latały dachówki oraz kawałki domów, a my jedynie co mogliśmy robić to unikać ich ataków. Kunai zabłysnął w powietrzu gdy Roszpunka zaczęła oddawać ataki. Podczas gdy on zręcznie unikał ciosów dwóch marionetek na raz, zobaczyłem dziwne białe istoty zaczynające biegać wokół nas. Gdy jedno z nich wlazło mi na rękę, zobaczyłem niewielkiego rozmiaru pająka - to od niego bił ten dziwny zapach, który wyczułem na początku. Wtedy zrozumiałem, że nie mamy czasu na czekanie. Musimy działać sami.
Walka trwała w najlepsze. Podczas gdy Kazu walczył dostojnie z bijącą od niego pewnością siebie, ja po krótkiej wymianie ciosów odskakiwałem na bok. Może byłem dobrym wojownikiem, ale w takich sytuacjach nie umiałem panować nad swoimi emocjami. Bałem się o Akamaru, Hokage, naszego mistrza, a przede wszystkim o...Kazuhiko. Gdy z pełną siłą dotarło to do mnie, poczułem odmienne uczucie niż do które czułem do tej pory.
- Shikyaku no Jutsu - moje ręce momentalnie ułożyły się by wykonać technikę. Poczułem jak moje kły wydłużają się, pazury rosną, a oczy wyostrzają obraz. Hainu poruszył się gdzieś w moim umyśle, patrząc na całą sytuację moimi oczami. Więc co teraz Roszpunko? Spojrzałem w jego kierunku, widziałem jak jego wzrok ląduje na psie, stojącym obok mnie.
- Akamaru, idź poszukaj naszego mistrza i go tu przyprowadź - powiedziałem stanowczym tonem, jednak zobaczyłem, że się waha. Nie chciał mnie zostawić samego. - Idź.
Po chwili poczułem za sobą delikatny wiatr i pies zniknął.
- Twój kundel wziął nogi za pas - lalkarz nawet na chwilę się nie uśmiechnął.
Blondynek uśmiechnął się za to, a moje oczy rozszerzyły się. Pajączki otoczyły nas z każdej nie stron, przez to że ich nie obserwowaliśmy.

<Kazuhiko?>
Template by